Przejdź do głównej zawartości

Brawura i pędzel. Mitch Griffiths

 

Kiedy po raz pierwszy zobaczyłem w galerii obrazy brytyjskiego malarza Mitcha Griffithsa miałem ambiwalentne uczucia. Z jednej strony, przechodząc od obrazu do obrazu,  podziwiałem ich poziom warsztatowy, były namalowane bardzo starannie, w stylu dawnych mistrzów. Z drugiej strony przeszkadzała mi ich tematyka, bo krytykowała społeczeństwo konsumpcyjne wprost, niemal nachalnie, bez taryfy ulgowej, tak jakby artysta uprawiał w malarstwie ćwiczenia z asertywnego wyrażania krytyki. Wychodząc z galerii drapałem się w głowę, nie do końca wiedząc, czy te obrazy mi się podobają, czy nie. Po latach odwiedzając jedną z galerii ponownie spotkałem obrazy Mitcha Griffithsa, od razu rozpoznałem jego warsztat i styl, nawet mniej mnie raziła ich dosłowność, tak jakbym przez lata się z nimi oswoił. 

Mitch Griffiths, HMS Pride, oil on canvas, www.facebook.com/profile.php?id=100050689830378

Potrafiłem też dostrzec w nich nie tylko tanią prowokację, ale także odwagę malarza, bo wykorzystując stylizację sztuki sakralnej naraża się przecież na zarzut profanacji, zaś starając się ukazać przywary współczesnego człowieka, jego płytkie upodobania i kult konsumpcji, ryzykuje posądzenie o modną i tanią krytykę kapitalizmu, o uprawianie komentarzy politycznych czy społecznych. A Griffiths jest po prostu bacznym obserwatorem, zapożycza tematy ze współczesnego życia, które stylizuje na dawne malarstwo nadając potencjalnie banalnym scenom powagę i siłę.

Mitch Griffiths, Flat Earth, 2019. Oil on canvas, 120.4 x 90.5 cm, www.facebook.com/profile.php?id=100050689830378

            Niewątpliwie prawdą jest to, że artysta zestawia współczesne ikony popkultury z klasycznymi religijnymi i historycznymi tematami. Dlatego malarstwo Griffitscha nie jest dla tych, którzy widzą w tym wyłącznie tanią manipulację czy prowokację. Ale można na malarstwo artysty spojrzeć w nieco innych sposób. Malarstwo, by miało odpowiednią siłę oddziaływania musi mieć swoją powagę, musi być zauważone. Najlepsze prace są często monumentalne, a nie ozdobne i miałkie, stąd też świadomy wybór stylu przez artystę. Operując monumentalnym stylem artysta stara się skomentować pewne przypadłości współczesnego człowieka, jak choćby to, że  nigdy w historii naszej cywilizacji nie byliśmy bardziej połączeni ze sobą dzięki posiadanym narzędziom komunikacyjnym, a jednocześnie nigdy też nie byliśmy tak odizolowani od siebie, tak bardzo samotni. 

Mitch Griffiths, Speak No Evil. Oil on Canvas, 2004, www.facebook.com/profile.php?id=100050689830378

Ciekawym odnotowania jest warsztat pracy artysty, malarstwo tego typu jest trudne. Tak o tym mówi Mitch Griffiths: „Kiedy zaczynam obraz od razu wiem, czy koncepcja jest silna, czy ma potencjał, by stać się dobrym dziełem. Ale po drodze są zawsze jakieś pułapki: pomysł może zostać zmącony w trakcie realizacji, bo na przykład model w trakcie pracy okazuje się nieodpowiedni. Takie rzeczy mogą się zdarzyć, nawet po kilku tygodniach pracy nad płótnem. Ponadto to, co udaje mi się umieścić na płótnie, to zwykle około 10% tego, co mam w głowie. Proces tworzenia dzieła to balansowanie między małymi zwycięstwami a miażdżącą frustracją z tego powodu, że nie można precyzyjnie przełożyć wyobraźni na finalną kompozycję obrazu”.

Mitch Griffiths, Glamourexic, oil on Canvas, 2007, www.facebook.com/profile.php?id=100050689830378

            Mitch Griffiths urodził się w 1971 w Nuneaton w Wielkiej Brytanii. Już od wczesnych lat wykazywał zamiłowanie do rysowania, dlatego rozwijał zdolności plastyczne w szkole, którą reprezentował na różnych konkursach artystycznych. Planując karierę malarza, zapisał się do South Devon College, uzyskując dyplom z projektowania graficznego w 1987 roku. Następnie uzyskał dyplom z ilustracji w Southampton Institute. Jego początkowa praca jako ilustratora komercyjnego, przy projektach obejmujących okładki magazynów i płyt, aż po murale, była uzupełniana różnymi tymczasowymi pracami, takimi jak prace blacharskie, które musiał wykonywać, by się utrzymać. Pierwszy artystyczny sukces Griffithsa przyszedł niespodziewanie w 1994 roku. Jako zapalony fan boksu namalował portret brytyjskiego pięściarza Chrisa Eubanka i wysłał obraz do jego agenta Barry'ego Hearna. Bokser był tak zachwycony portretem, że chciał go od razu wykorzystać do promocji swoich walk. Tym samym zaproponował Griffithsowi pracę. 

Mitch Griffiths, Resonance, Oil on Canvas, 2012, 5ft x 4ft, www.facebook.com/profile.php?id=100050689830378

Bokser Eubank stał się jego patronem na kolejne lata pracy malarza, zakładając i opłacając dla niego studio w swoim centrum biznesowym w Hove. Griffiths został tam artystą-rezydentem i przez następne pięć lat stworzył ponad 100 obrazów, które zostały wystawione na licznych zbiorowych i indywidualnych wystawach. W tych latach zaczął wyłaniać się charakterystyczny dla Griffithsa styl figuratywny. Chcąc go zgłębiać zanurzył się w kulturze Starych Mistrzów, czytając wiele na temat historii sztuki. Od tego czasu możemy mówić o konkretnym stylu, jak również o określonej tematyce jego obrazów. Od tego czasu, duże, wielkoformatowe płótna, są pełne szczegółów i detali, które obnażają niemoralność i pozory naszych czasów. Oczywiście wiele z jego obrazów wydaje się być echem znanej ikonografii religijnej, jednak ich symbolika odzwierciedla współczesne dążenie do odkupienia poprzez konsumpcjonizm, z jego próżnością i chciwością, uzależnieniami i powierzchownością.

Mitch Griffiths, Consumption, oil on canvas, 6ft x 4.5ft, www.facebook.com/profile.php?id=100050689830378

 I tak na obrazach widzimy karty kredytowe otaczające głowę mężczyzny niczym korona cierniowa, a jego klatka piersiowa i ramiona noszą ślady cięć sugerujących samookaleczenia. Część obrazów wskazuje na problem uzależnienia młodych ludzi od tatuaży, mediów społecznościowych, czy życia w kulcie ekranu, który traktują jak świętą relikwię. Artysta swymi obrazami zwraca uwagę na fiksację społeczeństwa na punkcie wyglądu, obrazy zawierają liczne analogie w jaki okładki magazynów i ekrany telefonów komórkowych oddzielają nas od prawdziwego świata.

Mitch Griffiths, The Red Carpet, oil on canvas, 5ft x 3ft, www.facebook.com/profile.php?id=100050689830378

Jego obrazy, niełatwe i trudne w odbiorze, pełnią funkcję wizualnych komentarzy ukazujących, jak różnego rodzaju ideologie potrafią spustoszyć psychikę, często są to szkody dużo poważniejsze niż rany zadane fizycznie, bo rana psychiczna się gorzej zabliźnia, pozostaje krwawiąca przez wiele lat. Nie ma co ukrywać, że artysta jest często atakowany, głównie za swój wyjątkowy charakter plastyki artystycznej. Zwracano uwagę, że posługuje się zbyt bezpośrednim arsenałem wizualnym, podkreślonym ponadto doskonałym przygotowaniem warsztatowym. Artyście zarzucano przede wszystkim to, że wyzbywa się w malarstwie symbolicznej aury niedopowiedzeń i wskazuje wprost, bez aluzji, jest to rodzaj wizualnego manifestu oskarżającego wokół wszystkich. 

Mitch Griffiths, Bridge of Genes, oil on canvas 2005, 5ft x 3ft, www.facebook.com/profile.php?id=100050689830378

Obrazy Griffithsa namalowane są z zauważenia godną drobiazgowością, artysta koncentruje się zarówno na detalu, jak i sferze kolorystycznej, nieco zgaszonej, często operuje ostrym punktowym światłem. Ta techniczna wirtuozeria sztuki czyni możliwymi jego przesłanie, bez niej byłoby one pretensjonalne i płytkie. Sztuka Mitcha Griffithsa nie rozgrywa się wyłącznie w przestrzeni estetycznej, wykracza po nią ukazując trudny temat na styku ideologii, polityki, czy mody.

Mitch Griffiths, Sending Message Be My Wife. Oil on Canvas, 185 x 240 cm, źródło: www.facebook.com/profile.php?id=100050689830378

            Na marginesie warto zauważyć, że malarstwo Mitch Griffiths, pomimo jego ciężaru gatunkowego monumentalnych form wypowiedzi, traktuje też z przymrużeniem oka. Malarz przed laty namalował gigantyczny obraz, na którym był jego autoportret i portret swojej narzeczonej, a namalował go bez jej wiedzy i zgody. Następnie zgłosił płótno zatytułowane „Wysyłam wiadomość: Bądź moją żoną” na wystawę w National Portrait Gallery w Londynie. Obraz został przyjęty przez organizatorów. Na otwarcie wystawy Mitch Griffiths przyjechał ze swą wybranką, która nic nie podejrzewała i przed tym obrazem oświadczył się jej. Swoją drogą, ciekawe, która panna oparła by się takiej sile rażenia artystycznego...

Zapraszam do wysluchania podcastu na temat twórczości artysty:






Komentarze

Popularne posty z tego bloga

Skrzynia pełna skarbów. Kaplica Sansevero w Neapolu

Dzisiejszy odcinek będzie wyjątkowy, bo poświęcony nie konkretnemu artyście a miejscu. Swego czasu, kiedy pracowałem we Włoszech, zdarzało mi się bywać w Neapolu kilka razy w miesiącu. Nigdy jednak nie miałem na tyle czasu, by odwiedzić perłę miasta pod Wezuwiuszem, czyli kaplicę Sansevero, o której niejednokrotnie czytałem.  Antonio Corradini, Skromność, (detal), 1752, Kaplica Sansevero w Neapolu, źródło: https://www.museosansevero.it Po kilkunastu latach, gdy wróciłem na kilka dni do Neapolu obiecałem sobie, że mogę nie zjeść pizzy, nie spacerować po słynnej Spaccanapoli, ale tajemniczą  i osobliwą kaplicę musze odwiedzić. Tak też się stało. Kaplica schowana w ciemnym zaułku pomiędzy obdrapanymi budynkami, suszącym się praniem absolutnie z zewnątrz nie zdradza tego, jaki kryje brylant.  Giuseppe Sanmartino, Cristo velato, 1753, Kaplica Sansevero w Neapolu, źródło: https://www.museosansevero.it Położona przy Via Francesco de Sanctis pod numerem 19-tym, na północny zachód od kościoła S

Wojna światów według Jakuba Różalskiego.

     Będąc kiedyś w Wiśle zobaczyłem ulotkę Muzeum Magicznego Realizmu. Jako, że Muzeum było niedaleko mojego zakwaterowania, postanowiłem zobaczyć miejsce, które reklamowało się jako jedyne tego typu muzeum w Europie. W odnowionej willi polskiego naukowca Juliana Ochorowicza trafiłem na obrazy Jakuba Różalskiego, które opowiadały alternatywną wersję wojny polsko-bolszewickiej z 1920 roku.  Jakub Różalski,  1920 - Guest from the west, źródło: https://jrozalski.com/ Bardzo mi się podobały te obrazy, miały   mocno ilustracyjny charakter, może nieco komiksowy, ale w tym najlepszym wydaniu. Dla mnie obrazy spełniały wszystkie kryteria sztuki, która może się podobać: za każdym z obrazów stał fenomenalny pomysł, na dodatek w mistrzowski sposób udało się artyście wydobyć z wyobraźni fantazmaty i przenieść je w kompozycje. Te obrazy mnie zaskoczyły, bo widać w nich było wpływ malarstwa Młodej Polski, pejzaże jak z miniatur Stanisławskiego, nieco skrótowe, lecz doskonale oddające klimat wiejski

Alfons i jego kobiety. Rzecz o twórczości Alfonsa Muchy.

Bywa i tak w historii, że te same rzeczy odkrywane są co jakiś czas. Na przykład idea   demokracji wynaleziona przez starożytnych Greków w ateńskiej polis, jako ustrój państwa, została zarzucona w historii na wiele wieków i ponownie odkryta w czasach nowożytnych. Podobnie było z wynalazkiem papieru, który został wynaleziony w Chinach przez kancelistę na dworze cesarza He Di z dynastii Han, około 105 r. n.e i ponownie odkryty w Europie po niemal 1000 lat. W pewnym sensie podobnie jest z twórczością Alfonsa Muchy. Ten genialny ilustrator, grafik, malarz i rzeźbiarz był sławą Paryża, Wiednia, Pragi na początku XX wieku. Jednak z czasem jego blask słabł, został pokryty kurzem zapomnienia i pewnie odszedłby w niepamięć, gdyby nie pewne wydarzenie. Alfons Mucha, Fate, 1920, olej na płótnie, 51,5 x 53,5 cm, Muzeum Alfonsa Muchy w Pradze, źródło: http://masterpieceart.net/alphonse-mucha  Na początku 1963 roku największe muzeum sztuki i rzemiosła artystycznego w Londynie czyli Muzeum Wiktorii i