Przejdź do głównej zawartości

W poszukiwaniu straconego czasu. Roar Kjærnstad.

 Współczesna nauka ma nie lada problem z zagadnieniem pamięci. Bo w zakresie neuronauk wiemy co prawda, jakie są rodzaje pamięci, która część naszego mózgu przechowuje nasze wspomnienia, lecz nie do końca potrafimy jednoznacznie wskazać w jaki sposób przechowujemy wspomnienia, dlaczego niektóre z nich są jasne, wyraźne, a niektóre niekompletne i dziurawe jak stare sito, tak jakby obszar hipokampu, czyli głównego ośrodka odpowiedzialnego za przechowywanie wspomnień, był dziurawy jak ser szwajcarski. Szczególnie ciekawe jest tu zagadnienie tzw. pamięci długotrwałej, która z zasady jest pojemna jak szafa pełna albumów ze zdjęciami z naszego życia. 

Roar Kjærnstad, Untitled, oil, tempera on canvas, źródło: kjernstad.com

Lecz zdarza się, że coś o czym wydaje się, że zapomnieliśmy potrafi być nagle uruchomione, na przykład przez smak potraw. Wtedy to, jak za pomocą magicznej różdżki, otwiera się zagubiony folder ze wspomnieniami. I tak, smakując barszcz, który przypomina nam ten, który w naszej młodości przygotowywała nam nasza babcia, potrafimy wydobyć z pamięci konkretne zdarzenie, jaki wzór miała cerata na stole u babci, jakiego koloru były u niej firanki, jaki miał kształt kwiaty stojące na parapecie, nawet możemy usłyszeć tembr głosu babci, mimo tego, że już dawno nie ma jej wśród nas. 

Roar Kjærnstad, "Three Gracious", oil and tempera on canvas, 115x120 cm, źródło: kjernstad.com


Mi osobiście zdarza się, że kiedy nie mogę zasnąć to staram się wydobyć z pamięci swoją klasę ze szkoły podstawowej. I o ile jestem w stanie wymienić imiona i nazwiska, tak już wizerunek dawnych kolegów i koleżanek jest rozmyty, zdarzają się, że pamiętam wyłącznie jakiś szczegół z ich wyglądu, zaś całość jest jakby pokryta kurzem niepamięci. Kiedyś, nie mogąc pogodzić się z kapryśną pamięcią próbowałem naszkicować sylwetki kolegów i koleżanek ze szkolnej ławy. Podczas rysowania niejednokrotnie zatrzymywałem ołówek w dłoni, przymykałem oczy i szukałem wizerunku w pamięci, nawet przez tak zwaną pamięć epizodyczną nie potrafiłem go znaleźć. Zdarzało się, że cała sylwetka, z jakimiś charakterystycznymi detalami ubioru oddana była w rysunku wiernie, zaś miejsce, gdzie powinna być twarz pozostawało. po prostu, puste. W końcu machnąłem ręką na ten osobliwy eksperyment godząc się z upływającym czasem, który zaciera postacie w pamięci. 

Roar Kjærnstad, Oil and tempera on canvas, 80 x 70 cm, , źródło: kjernstad.com

Dopiero po latach przypomniałem sobie o tym, kiedy w galerii ujrzałem obrazy współczesnego malarza norweskiego Roara Kjærnstada, który maluje tak, jakby odbywał z pędzlem w dłoni podróż w głąb swej pamięci, wędrując często bardzo daleko. Jego obrazy są ulotne, rozmyte, czasem sylwetki pozbawione są twarzy, detali ubioru, czy wręcz cała sylwetka jest rozmyta. Zdaję sobie sprawę z tego, że nie każdemu podoba się to malarstwo, ale dla mnie jest ono osobliwie piękne, bo jest bolesnym komentarzem wizualnym nad utratą pamięci.


Roar Kjærnstad, Vårtegn, 2021. Oil on canvas, 80 × 80 cm, , źródło: kjernstad.com

            Roar Kjærnstad urodził się w Stange w Norwegii w 1975 roku. Od czasów młodości wiedział, że chce być artystą malarzem, dlatego też kształcił się w Nansen School of Art w Lillehammer a potem w Royal Art Academy w Antwerpii, gdzie specjalizował się w tradycyjnych technikach dawnych mistrzów malarstwa. Jednak po ukończeniu studiów nie potrafił odnaleźć się w sztuce. Podczas pobytu we Flandrii studiował dzieła starych mistrzów, takich jak Rubens czy Rembrandt i wiedział, że ten poziom malarstwa jest dla niego nieosiągalny, ponadto nie miałoby to większego sensu, by kopiować dawanych mistrzów, należało szukać własnej drogi w sztuce. 

Roar Kjærnstad, Samtale, 2023. Oil and tempera on canvas, 100 × 100 cm, źródło: kjernstad.com

Dopiero, jak sam artysta przyznaje, po kilkunastu latach potrafił stworzyć własny styl, coś co sprawiło, że potraktował malarstwo na poważnie. Tak o tym mówi: „Prawdziwe malarstwo odkryłem długo ukończeniu Akademii. Przez długi czas niby malowałem, ale czułem, że się miotam, że nie jestem samodzielny, że szukam wciąż własnej drogi. Pomimo tej świadomości ciągle nie mogłem znaleźć odpowiedniego pazura, czegoś mojego, osobistego w sztuce. Z jednej strony wiedziałem, że zależy mi bardzo na zakorzenieniu się w tradycji, temu też poświęcałem dużo czasu, z drugiej zaś strony nie chciałem być kopistą, szukałem jakiegoś zaczepienia w teraźniejszości. Zajęło mi dziesięć czy piętnaście lat, aby znaleźć w malarstwie to, co mam dzisiaj. 

Roar Kjærnstad, Ukjente minner, 2023. Oil and tempera on canvas,100 × 100 cm, źródło: kjernstad.com

Ale wierzę, że właśnie tyle czasu potrzeba, aby solidnie przemyśleć sprawę i dobrze nauczyć się rzemiosła, niezależnie od tego, o jakim rzemiośle mówimy”. To co odnalazł artysta to osobliwe połączenie malarstwa figuratywnego z wykorzystaniem elementów abstrakcyjnych, a wszystko to w oparciu o stare fotografie. Innymi słowy, norweski artysta wyszukuje stare fotografie, które, według niego, są wysoce narracyjne, opowiadają jakąś historię. Przez to, że są one najczęściej dla niego anonimowe stara się przekładając fotografię na obraz malarski, przełożyć go w taki sposób, by snuć własną historię pełną osobistych dopowiedzeń i interpretacji tego co widniało na fotografii. Przez to wiele prac Kjærnstada ma nieco tajemniczy nastrój zanurzony w niezwykłej atmosferze.  

Roar Kjærnstad | Study (2022), źródło: kjernstad.com

Pod względem warsztatowym artysta testuje w pewien sposób granice między przedstawieniem figuratywnym i abstrakcyjnym. Jego obrazy posiadające abstrakcyjne kształty mieszają się w obrazie ze znanymi przedmiotami, postaciami czy zdarzeniami, gdzie całość utrzymana jest w zgaszonej kolorystyce. Dzisiaj norweski artysta jest spełnionym malarzem, wystawia i sprzedaje obrazy na całym świecie. Jego studio znajduje się w Oslo, gdzie jest związany z Centrum Niezależnych Artystów. To, co mnie urzeka w jego malarstwie to fakt, że każdy z jego obrazów zaczyna się od starej fotografii jako punkt wyjścia do kompozycji. Jednak to tylko punkt wyjścia, bo malarz na bazie fotografii snuje własną opowieść, zmienia kształty z fotografii, dorysowuje przedmioty. 

Roar Kjærnstad, Untitled, oil, tempera on canvas, źródło: kjernstad.com

Tak o tym mówi: „Nie maluję fotograficznie, chociaż element fotograficzny jest fundamentalny dla procesu. Biorę oryginalną kompozycję jako punkt wyjścia, ale od niej odchodzę i tworzę własną narrację”. To, co najbardziej charakterystyczne dla jego malarstwa, to ogromna anonimowość jego obrazów. Fotografia z zasady związana jest zawsze z konkretną osobą, z jakiś wspomnieniem. Zaś pod pędzlem norweskiego artysty twarze w obrazie rozmywają się, nie potrafimy ich przypisać do konkretnych osób, przez to jego malarstwo staje się w pewien sposób uniwersalne, ogólne, jest wyłącznie komentarzem, każdy znajdzie tam coś dla siebie. 

Roar Kjærnstad, Easter, long way back, 2022, Oil & tempera on canvas200 × 160 cm, źródło: kjernstad.com

Krytycy sztuki opisują malarstwo Norwega jako surrealistyczne i jest w tym wiele prawdy. Ja jednak widzę w jego malarstwie mierzenie się z zagadnieniem pamięci poprzez ilustrowanie procesu zapominania. Kiedy stałem w galerii przed jego pracami, przypominałem sobie własne wysiłki, kiedy to próbowałem z klastrów własnej pamięci wydobyć i narysować postacie, które spotkałem na swej drodze w dzieciństwie i młodości. Szkoda, że wtedy nie znałem malarstwa Roara Kjærnstada, bo wiedziałbym jak to zrobić. Jego obrazy są po prostu uniwersalne i każdy kto obcuje z nimi może odbyć podróż w poszukiwaniu czasu młodości. Może w tych obrazach odnajdzie siebie?

 

Zapraszam do wysłuchania podcastu na temat twórczości artysty:




Komentarze

Popularne posty z tego bloga

Skrzynia pełna skarbów. Kaplica Sansevero w Neapolu

Dzisiejszy odcinek będzie wyjątkowy, bo poświęcony nie konkretnemu artyście a miejscu. Swego czasu, kiedy pracowałem we Włoszech, zdarzało mi się bywać w Neapolu kilka razy w miesiącu. Nigdy jednak nie miałem na tyle czasu, by odwiedzić perłę miasta pod Wezuwiuszem, czyli kaplicę Sansevero, o której niejednokrotnie czytałem.  Antonio Corradini, Skromność, (detal), 1752, Kaplica Sansevero w Neapolu, źródło: https://www.museosansevero.it Po kilkunastu latach, gdy wróciłem na kilka dni do Neapolu obiecałem sobie, że mogę nie zjeść pizzy, nie spacerować po słynnej Spaccanapoli, ale tajemniczą  i osobliwą kaplicę musze odwiedzić. Tak też się stało. Kaplica schowana w ciemnym zaułku pomiędzy obdrapanymi budynkami, suszącym się praniem absolutnie z zewnątrz nie zdradza tego, jaki kryje brylant.  Giuseppe Sanmartino, Cristo velato, 1753, Kaplica Sansevero w Neapolu, źródło: https://www.museosansevero.it Położona przy Via Francesco de Sanctis pod numerem 19-tym, na północny zachód od kościoła S

Wojna światów według Jakuba Różalskiego.

     Będąc kiedyś w Wiśle zobaczyłem ulotkę Muzeum Magicznego Realizmu. Jako, że Muzeum było niedaleko mojego zakwaterowania, postanowiłem zobaczyć miejsce, które reklamowało się jako jedyne tego typu muzeum w Europie. W odnowionej willi polskiego naukowca Juliana Ochorowicza trafiłem na obrazy Jakuba Różalskiego, które opowiadały alternatywną wersję wojny polsko-bolszewickiej z 1920 roku.  Jakub Różalski,  1920 - Guest from the west, źródło: https://jrozalski.com/ Bardzo mi się podobały te obrazy, miały   mocno ilustracyjny charakter, może nieco komiksowy, ale w tym najlepszym wydaniu. Dla mnie obrazy spełniały wszystkie kryteria sztuki, która może się podobać: za każdym z obrazów stał fenomenalny pomysł, na dodatek w mistrzowski sposób udało się artyście wydobyć z wyobraźni fantazmaty i przenieść je w kompozycje. Te obrazy mnie zaskoczyły, bo widać w nich było wpływ malarstwa Młodej Polski, pejzaże jak z miniatur Stanisławskiego, nieco skrótowe, lecz doskonale oddające klimat wiejski

Alfons i jego kobiety. Rzecz o twórczości Alfonsa Muchy.

Bywa i tak w historii, że te same rzeczy odkrywane są co jakiś czas. Na przykład idea   demokracji wynaleziona przez starożytnych Greków w ateńskiej polis, jako ustrój państwa, została zarzucona w historii na wiele wieków i ponownie odkryta w czasach nowożytnych. Podobnie było z wynalazkiem papieru, który został wynaleziony w Chinach przez kancelistę na dworze cesarza He Di z dynastii Han, około 105 r. n.e i ponownie odkryty w Europie po niemal 1000 lat. W pewnym sensie podobnie jest z twórczością Alfonsa Muchy. Ten genialny ilustrator, grafik, malarz i rzeźbiarz był sławą Paryża, Wiednia, Pragi na początku XX wieku. Jednak z czasem jego blask słabł, został pokryty kurzem zapomnienia i pewnie odszedłby w niepamięć, gdyby nie pewne wydarzenie. Alfons Mucha, Fate, 1920, olej na płótnie, 51,5 x 53,5 cm, Muzeum Alfonsa Muchy w Pradze, źródło: http://masterpieceart.net/alphonse-mucha  Na początku 1963 roku największe muzeum sztuki i rzemiosła artystycznego w Londynie czyli Muzeum Wiktorii i