Przejdź do głównej zawartości

Malarz jako wróżbita. Carl Dobsky.

 

W roku 2016 przyznano w dziedzinie medycyny Nagrodę Nobla japońskiemu naukowcowi Yoshinori Ohsumi za zbadanie i opisanie procesu zwanego autofagią. W skrócie proces ten można opisać jako recykling komórkowy, który jest wręcz niezbędny do prawidłowego rozwoju i przeżycia większości organizmów żywych. Przy okazji noblisty i jego badań przywoływano często figurę ze staroegipskiej i greckiej mitologii zwaną Uroborosem, czyli węża zjadającego własny ogon. Uroboros, czyli wąż z ogonem w pysku symbolizować miał ideę odradzania się, cykliczności, wiecznego powrotu, oraz zamkniętego obiegu rzeczy. 

Carl Dobsky, Gravediggers. Oil on linen, źródło: www.carldobsky.net

W tym samym roku pierwszy raz oglądałem też w galerii obrazy Carla Dobskiego i przeczytałem w katalogu wystawy, że jest on kronikarzem amerykańskiej autofagii, czyli społeczeństwa, które zjada samo siebie, a więc praktykuje swoistą formę autokanibalizmu. Zwyczajowo z dystansem podchodzę do tak zwanej sztuki zaangażowanej społecznie, sztuki krytycznej, której głównym celem jest uczestniczenie w debacie publicznej, w efekcie której sztuka winna doprowadzić do realnej zmiany społecznej. Jednak w przypadku malarstwa Carla Dobsky’ego było nieco inaczej. Jego obrazy przykuwały uwagę, były pod względem warsztatowym wykonanie nienagannie, każdy z nich, mimo przepełnionej nadmiernie kompozycji, opowiadał jakąś ciekawą historię, był wysoce narracyjny. I przede wszystkim był niejednoznaczny. 

Carl Dobsky, Birds of Paradise. Oil on linen, 60 x 84 cm, źródło: www.carldobsky.net

To różniło Dobsky’ego od innych artystów z tego nurtu, że nie wskazywał pędzlem wprost, nie był oczywisty i konkretny, malował wysoce aluzyjnie. Od tego czasu śledzę twórczość amerykańskiego malarza, z ciekawością oglądam jego kolejne obrazy, w których artysta podejmuje wizualny komentarz do otaczającego go świata, komentarz często z mrocznym lub niepokojącym podtekstem. Większość z jego prac to wielkoformatowe dzieła, do których Dobsky starannie wykonuje szkice i studia. Co ciekawe są one równie interesujące co same obrazy, bo można z nich dowiedzieć się, jak formowała się ostateczna kompozycja, które ścieżki artysta porzucił, a co zostawił w finalnej kompozycji. Tak więc nawet te szkice w małej skali, dorównują narracyjną złożonością i szczegółowością tym większym płótnom. Sam artysta nie ukrywa tego, że w swej twórczości bezpośrednio nawiązuje do dawnych mistrzów, takich jak Albrecht Dürer czy Hieronim Bosch, jednak nie chce tworzyć rekapitualcji ich prac, bo w zamyśle jego obrazy mają być komentarzem do życia w naszych czasach. 

Carl Dobsky, Taken By Storm (A Return to the State of Nature), oil on linen, źródło: www.carldobsky.net

Patrząc na obrazy Carla Dobsky’ego nie ma się wątpliwości co do tego, że jest on krytycznie nastawiony do tzw. społeczeństwa konsumpcyjnego. Jego obrazy są wizją społeczeństwa skazanego na zagładę, społeczeństwa lekkomyślnego, które nawet w obliczu wojny i zagłady dba  wyłącznie o dobrą zabawę i samozadowolenie, karmi się wytworami, które samo stworzyło. W jednym z obrazów przedstawia amerykanów imprezujących przy basenie, podczas gdy piekło dzikiego ognia pożera wzgórza Hollywood za nimi. W innym obrazie przedstawia ślepych i egocentrycznych gości na przyjęciu, którzy są na tyle zajęci ucztowaniem, że nie widzą hien, które wychodzą spod stołu u ich stóp. 

Carl Dobsky, Ship of Fools. 72 x 108 cm, Oil on linen, źródło: www.carldobsky.net

W obrazie przedstawiającym statek głupców artysta kreśli wizję tych, którzy zaniedbują nawigacji i zachwycają się latającymi nad nimi motylami, tym samym nie widzą zagrożenia wynikającego z tego, że łódź płynie wprost na skały i nabiera wody.  Artysta tak mówi o tym obrazie: „Temat tego obrazu jest znany od dawna, bo już w XVI wieku widzimy go u Hieronima Boscha. Zazwyczaj w tym temacie w malarstwie przedstawia się łódź bez pilota, wypełnioną obłąkanymi ludźmi, którzy nie zdają sobie sprawy ze swojej sytuacji. Sięgnąłem więc po tę metaforę, ale chciałem nadać tematowi osobistą interpretację. Aby stworzyć tę scenę dylematu, chciałam pokazać ich w sytuacji, w której znajdują się przed wyborem, pomiędzy idealną wizją a sytuacją praktyczną. W tym przypadku sytuacja praktyczna jest dość oczywista; jeśli nie zajmą się sprawami nawigacji uderzą o skały. Aby pokazać wizję ideału, wybrałem symbol motyla ze względu na jego delikatne i kruche piękno. Łódka nabierająca wody, tonąca i zbliżająca się do skał jest może trochę zbyt oczywistym symbolem, ale chyba czasem oczywistość jest jedyną drogą do ukazania celu. Pomiędzy tymi dwoma elementami, motylami i skałami, wszyscy ci ludzie utknęli na łodzi. Ale zamiast osądzać tych ludzi, chciałem wizualnie skupić się na szeregu reakcji, które mogą towarzyszyć w tego rodzaju przypadkach, gdy ludzie znajdą się pomiędzy tymi dwoma biegunami, przechodząc od pewnego rodzaju zachwytu do czystej paniki”. 

Carl Dobsky, The Argument of the Blind Man and the Lame Man. Oil on linen, źródło: www.carldobsky.net

Po tego rodzaju wypowiedziach nie ma wątpliwości, że artysta widzi siebie w roli komentatora otaczającej go rzeczywistości, krytyka społecznego, który widzi z ostrością popełniane błędy. Być może jest to dla niego łatwiejsze, gdyż jego studio znajduje się w centrum Los Angeles, w centrum świata rozrywki, gdzie, jak sam artysta mówi: „miazmatyczna mgła dystopijnej rozrywki spływa z tektonicznych uskoków miasta, przybiera formę chmury smogu hybrydowych trujących gazów w postaci telewizji, filmu i rozrywki. Aby ukształtować swoje wizje malarskie zasysam te halucynacyjne opary i wydycham je w postaci obrazów, które zwiastują nadejście Armagedonu”. Nie ma co ukrywać, że Carl Dobsky, który z wyglądu przypomina starotestamentalnego proroka z długimi włosami i brodą, chce być postrzegany jak ktoś, kto za pomocą alegorii obrazowej wieszczy, jest prorokiem zagłady, jest kimś podobnym do wróżbity z pędzlem w ręku. 

Carl Dobsky, Race of the Two-Faced Men Against the Sun. Oil on linen, źródło: www.carldobsky.net

Swoje malarstwo owija w zawiły język, maskując swoje przepowiednie tak mocno, że czasem nie sposób z całą pewnością stwierdzić, co mają one dokładnie oznaczać. Maluje na poziomie pewnej ogólności. Być może stosuje starą zasadę, że prognozowanie zawsze lepiej smakuje z perspektywy czasu, wtedy wieszczący może powiedzieć wprost - a nie mówiłem... Tym samym obrazy malowane przez Dobsky'ego ukazują ludzi ślepych na choroby trapiące Zachód. Artysta tak o tym mówi: „Jeśli naprawdę chcesz przetestować kogoś, albo naprawdę dowiedzieć się kim jest, to patrz na niego pod wpływem stresującej sytuacji. Nie patrz na niego, gdy jest miły i żyje wygodnie, patrz na niego, gdy zostanie wytrącony z równowagi, badaj go czy wtedy się ugnie, czy będzie trzymać się swoich zasad. I właśnie takie sytuacje są dla mnie interesujące. Bacznie obserwuję ludzi z którymi mam styczność. Nie ukrywam też tego, że prowadzę notatki, w których zapisuję wszelkie przypadkowe ciekawostki, które mnie zainteresowały, głównie dotyczące zachowań ludzkich. Następnie wracam do tej listy i robię na jej podstawie serię kilku szkiców. Wstępne szkice i uzyskanie na ich podstawie finalnej kompozycji obrazu jest rzeczywiście bardzo trudne”. 

Carl Dobsky, The Limits of Compulsion, Oil on Linen, 32x40 cm, źródło: www.carldobsky.net

Jeżeli miałbym wskazać na konkretny obraz Carla Dobsky’ego, który mi się najbardziej podoba, to bez wątpienia wskazałbym na płótno pod tytułem „Grabarze”, przedstawiający dwu zgorzkniałych starców, którzy kopią własne groby, walcząc przy tym łopatami i kłócąc się jak dzieci w piaskownicy. Są tak pochłonięci swoimi zmaganiami, tak zajadle przekonani do własnych racji, że nie dostrzegają już tego, że stoją już w obliczu śmierci, przygotowują własne groby i żadne spory nie mają już znaczenia. Ilekroć widzę ludzi w podeszłym wieku, którzy z zajadłością spierają się o coś, tyle razy przypomina mi się obraz pędzla Carla Dobsky’ego „Grabarze”. Trudno o większą precyzję i zamknięcie w jednej kompozycji tak wielu kontekstów i komentarzy. A Dobsky’emu to się udało.    

 

Zapraszam do wysłuchania podcastu poświęconego twórczości artysty: 

 


I na koniec tradycyjna gorąca prośba. Jeżeli ktokolwiek z Was widzi sens moje pracy i chciałby, choćby symbolicznie, wesprzeć Kronikę Konika wystarczy, że założy konto na portalu Patronite: https://patronite.pl/kronikakonika.pl

tam może w sposób niezwykle prosty wesprzeć moją działalności. Ewentualna życzliwość zaczyna się od ceny przysłowiowej małej kawy, którą można „postawić” raz w miesiącu (5 złotych). Dla mnie to bardzo ważne. Bardzo dziękuję.

Dziękuję moim Patronom za wsparcie, bez nich nie byłoby możliwy cały projekt:

 

Magdalena Podborowska-Żabska

Weronika Wodiczko

Michał Kugacz

Renata Osiecka

Jan Macioszczyk

Wojciech Piotrowicz

Martyna Makosa

Aleksandra Podgórska

Małgorzata Kucharska

Lucas Komosinski

Sławomir Skiba

Alicja Wiśniewska

Anonimowy Patron/Patronka

Komentarze

Popularne posty z tego bloga

Skrzynia pełna skarbów. Kaplica Sansevero w Neapolu

Dzisiejszy odcinek będzie wyjątkowy, bo poświęcony nie konkretnemu artyście a miejscu. Swego czasu, kiedy pracowałem we Włoszech, zdarzało mi się bywać w Neapolu kilka razy w miesiącu. Nigdy jednak nie miałem na tyle czasu, by odwiedzić perłę miasta pod Wezuwiuszem, czyli kaplicę Sansevero, o której niejednokrotnie czytałem.  Antonio Corradini, Skromność, (detal), 1752, Kaplica Sansevero w Neapolu, źródło: https://www.museosansevero.it Po kilkunastu latach, gdy wróciłem na kilka dni do Neapolu obiecałem sobie, że mogę nie zjeść pizzy, nie spacerować po słynnej Spaccanapoli, ale tajemniczą  i osobliwą kaplicę musze odwiedzić. Tak też się stało. Kaplica schowana w ciemnym zaułku pomiędzy obdrapanymi budynkami, suszącym się praniem absolutnie z zewnątrz nie zdradza tego, jaki kryje brylant.  Giuseppe Sanmartino, Cristo velato, 1753, Kaplica Sansevero w Neapolu, źródło: https://www.museosansevero.it Położona przy Via Francesco de Sanctis pod numerem 19-tym, na północny zachód od kościoła S

Wojna światów według Jakuba Różalskiego.

     Będąc kiedyś w Wiśle zobaczyłem ulotkę Muzeum Magicznego Realizmu. Jako, że Muzeum było niedaleko mojego zakwaterowania, postanowiłem zobaczyć miejsce, które reklamowało się jako jedyne tego typu muzeum w Europie. W odnowionej willi polskiego naukowca Juliana Ochorowicza trafiłem na obrazy Jakuba Różalskiego, które opowiadały alternatywną wersję wojny polsko-bolszewickiej z 1920 roku.  Jakub Różalski,  1920 - Guest from the west, źródło: https://jrozalski.com/ Bardzo mi się podobały te obrazy, miały   mocno ilustracyjny charakter, może nieco komiksowy, ale w tym najlepszym wydaniu. Dla mnie obrazy spełniały wszystkie kryteria sztuki, która może się podobać: za każdym z obrazów stał fenomenalny pomysł, na dodatek w mistrzowski sposób udało się artyście wydobyć z wyobraźni fantazmaty i przenieść je w kompozycje. Te obrazy mnie zaskoczyły, bo widać w nich było wpływ malarstwa Młodej Polski, pejzaże jak z miniatur Stanisławskiego, nieco skrótowe, lecz doskonale oddające klimat wiejski

Alfons i jego kobiety. Rzecz o twórczości Alfonsa Muchy.

Bywa i tak w historii, że te same rzeczy odkrywane są co jakiś czas. Na przykład idea   demokracji wynaleziona przez starożytnych Greków w ateńskiej polis, jako ustrój państwa, została zarzucona w historii na wiele wieków i ponownie odkryta w czasach nowożytnych. Podobnie było z wynalazkiem papieru, który został wynaleziony w Chinach przez kancelistę na dworze cesarza He Di z dynastii Han, około 105 r. n.e i ponownie odkryty w Europie po niemal 1000 lat. W pewnym sensie podobnie jest z twórczością Alfonsa Muchy. Ten genialny ilustrator, grafik, malarz i rzeźbiarz był sławą Paryża, Wiednia, Pragi na początku XX wieku. Jednak z czasem jego blask słabł, został pokryty kurzem zapomnienia i pewnie odszedłby w niepamięć, gdyby nie pewne wydarzenie. Alfons Mucha, Fate, 1920, olej na płótnie, 51,5 x 53,5 cm, Muzeum Alfonsa Muchy w Pradze, źródło: http://masterpieceart.net/alphonse-mucha  Na początku 1963 roku największe muzeum sztuki i rzemiosła artystycznego w Londynie czyli Muzeum Wiktorii i